<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561</id><updated>2012-02-17T04:34:52.112+01:00</updated><category term='nic naprawde'/><category term='proza'/><category term='poezja'/><category term='praca'/><category term='muzyka'/><category term='osobiste'/><category term='wspomnienia'/><category term='weltszmerc'/><title type='text'>nic naprawde.</title><subtitle type='html'>nook's journal.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>16</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561.post-4371348728726137392</id><published>2010-10-11T17:12:00.003+02:00</published><updated>2010-10-11T18:25:28.377+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='weltszmerc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>close your eyes, count to ten, fall apart, start again.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zawsze gdy odkurzam tego bloga, mam jakiś powód. I to taki przez duże "P". Nie inaczej jest tym razem. Może tylko powody są o wiele bardziej radosne niż zwykle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po trzech miesiącach piekła w firmie prowadzonej przez buraków, dusigroszy i retardów zaznałem słodkiej wolności. Wakacje spędziłem w rodzinnym mieście, w rodzinnym domu i usilnie szukałem nowej pracy. Celem był powrót do macierzystej branży edukacyjnej. W pewnym momencie byłem bliski totalnej załamki i zwątpienia w jakiekolwiek powodzenie, bo wsparcie duchowe, moralne i psychiczne, które powinno przyjść ze strony najbliższej rodziny stało się w pewnym momencie pojęciem abstrakcyjnym. Podczas któreś-już-z-kolei-scysji z rodzicami, odpuściłem już zupełnie, bo ludzie w pewnym wieku nie zmieniają się. Postanowiłem działać w milczeniu i nie chwalić się niczym rodzicom, bo i kolejna awantura na włosku. Niezbędne wsparcie otrzymałem od znajomych i przyjaciół. I właśnie to pozwoliło mi przetrwać bez większego uszczerbku na psyche. Dziękuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku tego miesiąca podjąłem pracę w przedszkolu i o ile na początku mogłem mieć wątpliwości z racji mizernego doświadczenia w pracy z dziećmi, to teraz jestem przekonany, że to absolutny strzał w dziesiątke. Praca z dzieciakami w wieku przedszkolnym to niesamowita radocha. Szkraby potrafią wyssać z człeka całą energie (po dwóch dniach nieziemskie zakwasy - porównywalne chyba tylko z moshowaniem tudzież górską wycieczką :P) ale satysfakcja jest niesamowita, zwłaszcza jeśli słyszę od przedszkolanek, że dostawały telefony od zadowolonych rodziców, którzy nie mogli sie mnie nachwalić. Masakra jakaś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zarobki nie są jakieś wielkie, bo i nawet nie zdołam opłacić czesnego, ale to sprawa drugorzędna, póki co. Na chwilę dzisiejszą liczy się to, że uwielbiam to co robię i chciałbym móc robić to dalej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okej, teraz kącik narzekań. Tegoroczne wakacje, prócz konfrontacji z rodzicami, były okropne również z innego powodu. W całe wakacje niemalże, nie widziałem na oczy prawie NIKOGO ze znajomych i przyjaciół (tak, uroki mieszkania w mieście emerytów, rencistów i supermarketów na każdej ulicy, ugh). Moje kontakty ograniczały się do internetu i sporadycznych smsów czy telefonów. Dlatego nieziemską ulgą był dla mnie ostatni zjazd na uczelni. Fajnie było  znów zobaczyć znajome gęby, nierzadko uśmiechy, nawet jeśli nie było czasu zamienić kilku słów w luźnej rozmowie na przewie między zajęciami. Grunt, że środowisko znajome.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tegoroczne wakacje doszedłem do innego, "interesującego" wniosku. Nie mam zamiaru być niczyim "terapeutą" i kimś, kogo można dobijać patologią włanych przeżyć. Może to zabrzmi egoistycznie, ale starczy mi własnych problemów i nie mam zamiaru marnować czasu na cudze.  Dzięki temu pozbyłem się kilku nieciekawych person ze swojego życia. Niektórzy nawet nie zasługują na drugą szansę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypiąłem się też tyłkiem na własną klasę z LO (to już bardziej z aktualnych spraw).  To "osiągnięcie", o którym pewnie niektórzy powiedzieliby, że wstyd się chwalić, ale dzięki temu czuję sie o niebo lepiej. O wszelkich spotkaniach tzw. klasowych, o których tak głośno się robiło, gdzięki popularnej polskiej społecznościówce, zapominam i wykreślam z życia raz na zawsze. Nie będe przychodził tylko po to by przychodzić i rozmawiać o: pogodzie, pracy, wspomnieniach (kuźwa, przy częstotliwości spotkań, dajmy na to co pół roku, to już zakrawa na idiotyzm), dzieciach, których nie mam, to wolę nie rozmawiać wcale. Kto ma mój numer telefonu i ma ochotę gdzieś wyjść, może śmiało zadzwonić. Do tej pory nikt z tej zacnej gromadki tego nie robił, więc mam to juz zupełnie gdzieś. A uśmiechać się na siłe w milczeniu (i powstrzymując ostatkiem sił odruch ziewania) do ludzi, z którymi od dawna nie mam nic wspólnego, nie mam już w ogóle zamiaru. Tak, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;and fuck you too.  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tym miłym akcentem kończę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Notkę sponsorowały kawałki:&lt;br /&gt;Republika - Biała Flaga&lt;br /&gt;Ashbury Heights - Penance&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/902028850387316561-4371348728726137392?l=nic-naprawde.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/4371348728726137392/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=902028850387316561&amp;postID=4371348728726137392' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/4371348728726137392'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/4371348728726137392'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/2010/10/close-your-eyes-count-to-ten-fall-apart.html' title='close your eyes, count to ten, fall apart, start again.'/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561.post-3565481564294805912</id><published>2010-04-22T20:34:00.004+02:00</published><updated>2010-04-22T22:20:13.248+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='weltszmerc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>a piece of late night rock'n'load misery.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No. Gorzkie żale czas zacząć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ptaszki od jakiegoś czasu świergotały, że źle się dzieje w świecie Nuka, więc teraz wypada to podsumować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od podjęcia pracy przeze mnie minął miesiąc z kawałkiem. Zaczęło się nieciekawie, bo w świat spedycji zaczął mnie wprowadzać człowiek, który był wyraźnie zmęczony życiem. Znerwicowany, niezdolny do okazywania reakcji żywszych niż mrugnięcie okiem, takie emocjonalne zombie. W dodatku w rozmowach starał mi się obrzydzić tę pracę już na samym wstępie. No cóż, udało mu się.  Po dwóch dniach (SIC!) intensywnego kursu, po którym miałem w głowie jeden wielki mętlik, zostałem sam. Mój przewodnik odszedł na dobre z firmy. Drugiego dnia był zupełnie innym człowiekiem niż podczas naszego pierwszego spotkania.  Wtedy nie potrafiłem zrozumieć takiego zachowania. Teraz rozumiem jak nigdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Męcze się w tej robocie i to jest fakt. Głównie z powodu ponoszenia odpowiedzialności za to co robią inni ludzie znajdujący się setki kilometrów ode mnie. Już na samym tej wstępie samotnej batalii, musiałem odkręcać wybryk kierowcy, który za swoją (i tylko swoją) głupotę zainkasował 150 euro kary. Innym razem zawracano mi głowę pierdołami o godzinie 5.00 rano w wolną sobotę, co jest już nieludzkie. No ale do rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do moich kompetencji należy obserwowanie dwóch giełd transportowych i wyszukiwanie co ciekawszych ładunków na określone typy samochodów, targowanie się, pilnowanie kierowców by wszystko szło zgodnie z planem itp. Bo niestety jak coś pójdzie nie tak, to zwykle jest na mnie.  Po miesiącu zdążyłem nauczyć się rozrózniać różne typy ciężarówek jak i różnych innych myków-trików obowiązujących w tej "branży". Uczę się w sumie, po dziś dzień. Niestety spodziewano się, że od razu przejmę całą wiedzę i skillsy poprzednika, więc siłą rzeczy pracodawca musiał się srogo rozczarować. Nie mówiąc już o kierowcach. Ci panowie z kolei, to ludzie prości jak patyki i głupi jak buty, którzy myślą, że będe czuwał nad wszystkim 24/7.  Nie. Niestety mam swoje życie i chce z niego korzystać póki mam okazję. Dźwięk dzwonka służbowego telefonu wywołuje we mnie reakcje podobne do tych jakie pojawiają się u normalnych ludzi słyszących skrobanie paznokciami o szkolną tablicę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdążyłem już dostać kilka opierdolów zarówno od firm spedycyjnych, kierowców (w tym miejscu pozdrawiam brata szefa, świętą krowę w firmie, morona moronów, wcielenie Gargamela ze Smerfów) jak i samego szefostwa. To zapewne się nie skończy, bo kto w czasie miesiąca i paru dni na zupełnie nowym stanowisku jest w stanie opanować wszystkie mechanizmy działania tej zacnej "branży"? Praca z ludźmi, których IQ nie przekracza numeru buta przeciętnego dorosłego, niezbyt mi się uśmiecha, a co więcej, doprowadza mnie na skraj rozpaczy, bo ciągle muszę coś odkręcać, naprawiać itp. Gdybym wiedział, że to tak będzie wyglądać, to zażyczyłbym sobie tygodniowy okres próbny i powiedział po tym "do widzenia".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś pewnie zapyta "czemu nie zrezygnujesz?". Otóż wyjście z tej sytuacji nie jest tak proste. Po pierwsze muszę zapłacić za studia jakoś, a biorąc pod uwagę ile przesiedziałem na bezrobociu bezskutecznie szukając pracy, to sądze, że do tego czasu powinni mnie wywalić ze studiów za niepłacenie czesnego. Po drugie "oficjalnie" mnie tam w tej firmie nie ma, szefostwo złożyło papiery z moim imieniem i nazwiskiem w Urzędzie Pracy jako kandydata na staż i ciągle czekają na decyzję. Im dłużej się to przeciąga, tym gorzej dla mnie, bo dłużej będe musiał ślęczeć za tym przeklętym biurkiem.  Tak czy siak, będe musiał się przemęczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie znowu wyszło ze mnie to idealistyczne myślenie o życiu. Znowu dostałem za swoje.  Mam wredną nadzieję, na to, że moi przełożeni bedą mieli dość pierwsi. A jak nie, to zobaczymy. Bo czuję, że zbliżam się do niebezpiecznej granicy wybuchnięcia przy pierwszym lepszym spięciu w przypadku niepowodzenia. Tick-tick-tick-tick.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ka-Boom?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/902028850387316561-3565481564294805912?l=nic-naprawde.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/3565481564294805912/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=902028850387316561&amp;postID=3565481564294805912' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/3565481564294805912'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/3565481564294805912'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/2010/04/piece-of-late-night-rocknload-misery.html' title='a piece of late night rock&apos;n&apos;load misery.'/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561.post-6266751874502707248</id><published>2010-03-02T19:43:00.004+01:00</published><updated>2010-03-02T20:33:10.509+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='weltszmerc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>ruins... in reverse.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To zabawne jak los potrafi robić sobie okrutne żarty z ludzi. Jeśli miałbym porównać sytuację z wczoraj do sytuacji z dzisiaj to jak zestawić ze sobą syberyjskie mrozy do tętniącej zielenią wiosny. Otóż duża część wczorajszej notki zwyczajnie zdezaktualizowała się na skutek pewnego telefonu, który dostałem dziś w porze poobiedniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadzwonił potencjalny przyszły pracodawca, który zauważył moje ogłoszenie na lokalnym portalu. Co ciekawe, rozmowy zażyczył sobie jeszcze tego samego dnia. Musiałem się śpieszyć by dotrzeć jakoś do miejscowości oddalonej od mojego miejsca zamieszkania o jakieś 10 km. Całe szczęście ojciec był na miejscu i podwiózł gdzie trzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmowa była dość długa i, jak się okazało, szczęśliwa dla mnie bo udało mi się przekonać szefostwo do siebie. Na tyle, że robote zaczynam od jutra. Będe poruszał się w obcym dla mnie wcześniej obszarze jakim jest spedycja/transport po Polsce/Europie. Ode mnie będzie zależało dużo, ale nie boję się. Jestem zdeterminowany by pokazać że szefostwo słusznie dało mi kredyt zaufania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z mniej przyziemnych rzeczy, chciałbym tez nawiązać do "miłosnej" części poprzedniej notki. Założyłem sobie dzisiaj konto na jednym z randkowych portali (już mniejsza o to którym). W kwestii internetowego randkowania byłem i jestem sceptyczny, ale postanowiłem poddać się małemu eksperymentowi. Przy obserwacji różnych ludzi, nie miałem pojęcia czy mam się bać, płakać czy też może załamać ręce. Sam eksperyment polega na pójściu "z prądem rzeki". W swojej profilowej autokreacji byłem jak najbardziej szczery i prawdziwy. Jak pisałem wcześniej, ludzie przybierają przeróżne maski (mniej lub bardziej, ale jednak), przez co chciałbym zachować zasadę "ograniczonego zaufania" w razie ewentualnego "przypadkowego"  zawrócenia komuś we łbie. I vice versa. Wiem, ze to troche okrutne wrzucać ludzi do jednego wora, ale nie mogłem się oprzeć. Zresztą, kto wie. Może następny wpis zaczę dokładnie tak samo jak ten?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/902028850387316561-6266751874502707248?l=nic-naprawde.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/6266751874502707248/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=902028850387316561&amp;postID=6266751874502707248' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/6266751874502707248'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/6266751874502707248'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/2010/03/ruins-in-reverse.html' title='ruins... in reverse.'/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561.post-6933571238173046911</id><published>2010-03-01T22:41:00.002+01:00</published><updated>2010-03-02T00:01:19.014+01:00</updated><title type='text'>ruins.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wypadałoby tu odkurzyć trochę. Niestety okazja nie jest zbyt miła (bo czy zdarzały się miłe?). Jakkolwiek patetycznie to nie zabrzmi, ale życie mi się sypie. Właściwie to już się posypało i teraz tylko ściskam w dłoniach gruzy, kamienie i piach. Czyli to co mi zostało z pieczołowicie budowanych marzeń i planów na przyszłość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny miesiąc spędzony na bezskutecznym poszukiwaniu pracy doprowadził mnie chyba na skraj rozpaczy. A raczej tego co myślałem, że nim jest. Irytacja, poczucie rosnącej beznadziei i ciągła presja ze strony rodziców (okazjonalne kłótnie wliczone w cenę podróży) sprawiały, że żyć mi się nie chciało. Gdzieś na boku, z dala od rzeczywistości i codziennej szarzyzny kombinowałem jak przełamać impas w życiu osobistym. Tegoroczne Walentynki miały być w jakiś sposób przełomowe. W pewnym sensie były. Szkoda tylko, że na minus. Moja Wybranka otrzymała dosyć osobisty list, w którym napisałem co mi na sercu leży i zaproponowałem spotkanie przy kawie/herbacie. Niestety nasze spotkania odbywają się li tylko i wyłącznie podczas uczelnianych zjazdów, więc na odpowiedź przyszło mi poczekać dwa tygodnie. Przez ten czas wyobraźnia podpowiadała mi najprzeróżniejsze obrazki. Barwne, sielankowe, kolorowe i pełne ciepła. A to wszystko w nadziei, że uda mi się wrócić na prostą. Jestem (na swoje nieszczęście) taką kreaturą, która postrzega miłość (i pozytywne uczucia ogólnie) jaką napędową siłę wszystkiego innego w życiu. Tak do tej pory egzystowałem sobie i, póki co, nie wygląda na to by to uległo zmianom. Tak czy inaczej, doczekałem się wreszcie odpowiedzi. Umówiliśmy się niedzielnym porankiem w najmniej obleganej części uczelni i szczerze porozmawialiśmy przez chwile. To właśnie wtedy usłyszałem, że niestety nic z tego. Moja Wybranka okazała się mieć nieco inne priorytety niż ja. Nauka ponad uczucia. Uszanowałem w pełni jej decyzję, choć coś we mnie pękło. Przy czym nie chciałem by ta gorycz przesłoniła mi, było-nie-było, naszą całkiem sympatyczną relację. Dalsza rozmowa tej feralnej niedzieli stoczyła się na bardziej przyziemne/błahe sprawy. Potem wróciłem do "swoich" (jesteśmy w innych grupach ćwiczeniowych) i próbowałem przetrwać te 4,5 godziny bez większego wysiłku intelektualnego. Tego dnia nie potrafiłem myśleć o niczym innym. Nawet dwie czwórki z Academic Writingu nie zdołały wrócić uśmiechu na moją facjatę. Zmęczony wyjątkowo wyczerpującym, zarówno fizycznie i psychicznie, zjazdem wróciłem do domu i nie miałem co ze sobą zrobić. Była tylko ochota na zakatowanie się najbardziej dołującymi kawałkami jakie tylko były w zasięgu mojej podręcznej plejlisty. Nie było (i nie ma) we mnie złości ani nienawiści w jej kierunku. Jest wielki szacunek i podziw. W mojej głowie za to pojawiły się miliony pytań. Czy to ze mną coś nie tak? Czy aby na pewno wszystko zrobiłem dobrze? Może pośpieszyłem się i przestraszyłem ją tą propozycją? Nie wiem, zwyczajnie nie wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem tylko tyle, że ciężko mi będzie się z tego otrząsnąć. Postawiłem wszystko co mam na jedną kartę i przegrałem. Życie, chciałoby się powiedzieć. No cóż, ja takiego życia mam dość. Dosyć czekania na cud, dosyć działania w różnych kierunkach (by i tak w końcu dowiedzieć się, że to co się robi jest nikomu niepotrzebne - ot, żyjemy w czasach gdzie człowiek inwestujący w siebie coraz więcej jest dla społeczeństwa nic nie wartym śmieciem) by w końcu dowiedzieć się że jest się nikim. Nieciekawa perspektywa, najdelikatniej rzecz ujmując.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie gdyby nie przyjaciele (K. &amp;amp; J. - major thanks to you both, you're the best), pewnie zdechłbym ze zgryzoty. Nadal mam w sobie pełno goryczy i coraz mniejsze pokłady nadziei, że kiedyś odbiję się od dna i wszystko wróci na właściwe tory. Pozostaje mi tylko czekać (i tak spędziłem na tym 3/4 swojego dorosłego życia, więc mam to gdzieś). Wiem, że złamane serce uda mi się skleić prędzej czy później. A co z resztą, bladego pojęcia nie mam.  Chciałoby się przytoczyć fajne powiedzonko, które zatrzymało mój wzrok pewnego szarego dnia, a  brzmi ono: "never a failure - always a lesson". Nie wiem tylko czy już dorosłem do tego by zidentyfikować się z nim w stu procentach.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest już marzec i wiosna puka do okien/drzwi, ale nie umiem się tym cieszyć. Przepraszam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;OST:&lt;br /&gt;Placebo - The Bitter End (z albumu "Sleeping With Ghosts")&lt;br /&gt;Opeth - Coil (z albumu "Watershed")  &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/902028850387316561-6933571238173046911?l=nic-naprawde.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/6933571238173046911/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=902028850387316561&amp;postID=6933571238173046911' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/6933571238173046911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/6933571238173046911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/2010/03/ruins.html' title='ruins.'/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561.post-4994335425667409476</id><published>2009-11-12T23:06:00.002+01:00</published><updated>2009-11-12T23:30:44.601+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='weltszmerc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><title type='text'>changes: errata.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dopnięcie na ostatni guzik spraw uczuciowych przyszło szybciej niż mi się wydawało. Dzisiejszy ranek i godziny przedpołudniowe minęły mi na głebokiej i emocjonalnej rozmowie z Nią. Asia, ku mojemu zaskoczeniu, podeszła do sprawy zupełnie poważnie. Było między nami dużo niedopowiedzeń, które ostatecznie wyjaśniliśmy sobie i które zostawiliśmy za sobą raz na zawsze. Prócz przechadzki aleją ciepłych wspomnień, szukaliśmy przyczyn niepowodzeń, których nawarstwienie doprowadziło do końca naszego związku by w końcu zastanowić się nad przyszłością. Wyszło że tą spędzimy może nie razem, ale na pewno ciągle blisko siebie. Jako przyjaciele. Tacy  którzy znają siebie inside out. Bo jednak te wszystkie przeprawy jeszcze bardziej utwardziły to co nazywa się solidną przyjaźnią. Oboje wynieśliśmy z tego bardzo dużo i zyskaliśmy dużo wspomnień, których nie oddamy. Wdzięczności za ten czas, moje słowa nie oddadzą, więc rzucę tylko skromne: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Dziękuje!"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyszłość rysuje się obiecująco. Znamy swoje plany i obiecaliśmy się wspierać jak tylko to możliwe. Pewien etap mam za sobą. Przede mną następny, trudniejszy. Bo pokonywanie własnych słabości to ból chyba dla każdego. Życzcie szcześcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"New wings are growing tonight..."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Within Temptation - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Swan Song&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/902028850387316561-4994335425667409476?l=nic-naprawde.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/4994335425667409476/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=902028850387316561&amp;postID=4994335425667409476' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/4994335425667409476'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/4994335425667409476'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/2009/11/changes-errata.html' title='changes: errata.'/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561.post-167746368126562670</id><published>2009-11-09T19:38:00.002+01:00</published><updated>2009-11-09T20:35:13.277+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='weltszmerc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><title type='text'>changes.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od ostatniego wpisu trochę minęło. Dużo u mnie się nie działo. Może poza tym, że miałem pare przepraw z niedoszłymi pracodawcami. Nie chce mi się tego streszczać po raz nty. Zresztą kto ma wiedzieć ten wie. Ale do rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł wpisu jest znaczący. Ostatnimi czasy zadaję sobię mnóstwo pytań typu "po co to wszystko?", "dlaczego robię różne rzeczy tak a nie inaczej?" i takie tam. Mając zbyt duzo wolnego czasu drąże tę pytania, ale nie dawałem rady znaleźć odpowiedzi. Aż do teraz. Dużo rzeczy które sprawiało mi wielką frajdę, tej frajdy daje mi bardzo mało. Możliwe, że jestem zmęczony zbyt dużą ilością wolnego czasu, ale tak jest. Zresztą kto by pomyślał, nicnierobienie bywa najbardziej męczące ze wszystkich czynności ;) Otoczenie mnie zwyczajnie nudzi, dusi, cokolwiek. W życiu postanowiłem też zrobić porządki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacząłem od życia uczuciowego. Po zrobieniu "rachunku sumienia" czy jak to to się zowie, stwierdziłem, że pewien rozdział w życiu należy definitywnie zamknąć. Nie robić sobie żadnych nadziei, nie łudzić się, że nadejdzie jakiś cud. Po prostu iść do przodu. Bo to, co jeszcze jakiś czas temu tliło się, teraz zaczyna powoli dogasać. Czasu minęło zbyt dużo, a tkwienie w stanie "pomiędzy" solidną przyjaźnią a czymś więcej i ciągle oczekiwanie na konkretny ruch z drugiej strony, zaczynały mnie nudzić, a z czasem nieco irytować. A i też samotność dała mi się we znaki.  Nie robię tego ot tak *pstryk*, bo wiem jak bardzo zazdrosna/zaborcza (nawet w stanie  off-relationship) potrafi być Ona. Chcę to robić stopniowo, bo wiem, że będzie bolało i kilka nieprzyjemnych słów padnie tutaj na 100%.  No i na chwilę dzisiejszą, wiem, że nie myliłem się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie zacząłem się rozglądać za potencjalnymi wybrankami serca. Niby jest z czego wybierać, ale mam problem ze swoją nieśmiałością, która w kontaktach damsko-męskich rośnie do niebotycznych rozmiarów. Jeśli uda mi się to przeskoczyć, sądze że będzie dobrze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciąg dalszy wkrótce, mam nadzieję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Audio:&lt;br /&gt;Closterkeller - Aurum (w całości).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/902028850387316561-167746368126562670?l=nic-naprawde.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/167746368126562670/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=902028850387316561&amp;postID=167746368126562670' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/167746368126562670'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/167746368126562670'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/2009/11/changes.html' title='changes.'/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561.post-5172596227840688786</id><published>2009-07-01T16:18:00.004+02:00</published><updated>2009-07-01T17:36:42.914+02:00</updated><title type='text'>thanks, fuckyous and farewells.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dawno żadnych postów nie było, co?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powodów ciszy w tym małym zakątku internetu było troche. Nie będe ich wymieniał, bo nie są one aż tak ważne. Przejdę od razu do meritum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dokładnie wczoraj pożegnałem się z moim miejscem pracy czyli okolicznym LO. Prawde mówiąc nie bylo to jakieś sentymentalne "goodbye", ani nic takiego. Wyniosłem dokumenty i to wszystko. Tuż po tym jak opuściłem mury licka, pojawiło się w mojej głowie kilka myśli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tym, ze nie wszystko szło po mojej myśli, nie muszę mówić.  Z moim idealistycznym podejściem do zawodu jak i naiwną wiarą w dzisiejszą młodzież, zderzenie z rzeczywistością było dość bolesne. Młodzież wielokrotnie pokazywała jak bardzo "w poważaniu" ma ideały jak również pracę dla siebie.  Celem było osiagnięcie jak najwięcej, jak najmniejszym kosztem. Mimo, że starcia z tymi pustakami byly niejednokrotnie bólem niepowiemgdzie, to jednak sporo z tego wyniosłem. Zahartowało mnie to nieprzeciętnie. Szkoda tylko, ze odbyło się to tak późno.  Niemniej jednak dzięki za ten czas, mam nadzieje, ze to zaprocentuje, gdziekolwiek i z kimkolwiek bym nie pracował. Dzięki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Troche inna sprawa ma się z moimi, pożal się Boże, byłymi już kolegami i koleżankami z szacownego, kurwa mać, ciała pedagogicznego. Przyznaje się bez bicia - czułem się wśród nich bardzo obco. Nie był to mój świat, nie byli to też ludzie których chciałbym bliżej poznawać.  Co ciekawe, nie była to kadra jakoś daleko posunieta wiekowo, a wręcz przeciwnie. Nie umiem powiedzieć, co mnie w nich odpychało, ale... Taki stan rzecz pewnie by się utrzymał, gdyby nie pewien "incydent" pod koniec roku szkolnego. Końcówka roku to czas, gdzie wszyscy toną w papierach, uzupełniają wszelkie arkusze ocen, dzienniki i inne dokumentacje. Każdy każdego ściga, byle wszystko było uzupełnione. Kilkukrotnie proszono mnie bym uzupelnił tematy w dzienniku - nie było to dla mnie nowością. Uzupełniałem jeśli sie mnie prosiło. Po ludzku. Ze słowami takimi jak "proszę", "dziękuje" lub "czy mógłbyś..." Uprzejmość bardzo sobie cenię, ale jeśli takowej nie ma i jeżeli coś dzieje się za moimi plecami, mam prawo się wkurwić.  Tak, prośby ze strony pewnej nauczycielki (pozdrawiamy panią Żabkę z notki niżej) o uzupełnienie dziennika nie było.  Mało tego, frustracja owej pani była przelewana za moimi plecami (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Tomek, p. Żabka cie szukała. Ponoć jakieś braki miałeś w dzienniku jej klasy (...). Klnęła, oj, klnęła..&lt;/span&gt;.&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"&lt;/span&gt;) O wiele lepiej zniósłbym wylanie pomyj w bezpośredni sposób.  Nie kwestionuje tego jakim p. Żabka jest pedagogiem, bo ma zapewne większe doświadczenie niż ja, ale człowiekiem jest beznadziejnym.  Zimnym, odpychającym, fałszywym, mającym gdzieś wszelkie przejawy elementarnej uprzejmości skierowane w jej kierunku (myślicie ze kiedykolwiek odpowiedziała mi na głupie "dzień dobry" ? muahahaha!).  Puentą tego wątku wpisu niech będzie mała wymiana zdań między nauczycielami i panem wizytatorem, który nawiedził nas podczas którejś-z-kolei rady pedagogicznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan wizytator omawia wyniki anonimowej ankiety, którą każdy z n-li dostał na poprzedniej radzie.&lt;br /&gt;- Z ankiety wynika, że bardzo się Państwo lubicie...&lt;br /&gt;Reakcja szacownego grona pedagogicznego była salwa śmiechu, która przetoczyła się przez aulę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No comments necessary. But if you wish, feel free to do so. Have a nice day.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;audio:&lt;br /&gt;Neurosis - The Eye of Every Storm&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/902028850387316561-5172596227840688786?l=nic-naprawde.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/5172596227840688786/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=902028850387316561&amp;postID=5172596227840688786' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/5172596227840688786'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/5172596227840688786'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/2009/07/thanks-fuckyous-and-farewells.html' title='thanks, fuckyous and farewells.'/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561.post-324654729936125234</id><published>2009-03-02T19:00:00.001+01:00</published><updated>2009-03-02T19:03:09.468+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='proza'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>one fucking week: prolog</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tego dnia nie zapomnę do końca życia. Jesienny poranek zapowiadał się dokładnie tak samo jak poprzednie i nikt nie spodziewał się rewolucji jaka miała nadejść tego pamietnego, listopadowego dnia. Wraz z dotarciem tego mikrego światła słonecznego do mych oczu rozległ się dzwonek mojej komórki. Poczułem się jakby ktoś oblał mnie kubłem lodowatej wody. Natychmiast wstałem i począłem szukać okularów. Mrucząc klątwy pod nosem wrzuciłem niedbale pingle na nos i spojrzałem na wyświetlacz, gdzie jak byk było napisane "LICEUM". Poczułem jakby ktoś wylał na mnie kolejne wiadro pełne zimnej wody. Dwa oddechy. Odebrałem.&lt;br /&gt;- Tak, słucham?&lt;br /&gt;- Dzień dobry, Lech Mocny z tej strony. Mam nadzieję, że nie obudziłem pana - w słuchawce zabrzmiał ciepły, lekko sepleniący głos dyrektora szkoły.&lt;br /&gt;- Nie, ależ skąd - skłamałem.&lt;br /&gt;- Dzwonię by poinformować pana o tym, że niestety stało się to co przypuszczaliśmy. Pani Żabka przeszła na zwolnienie i ktoś będzie musiał ją zastąpić. Pani Żabka zostawiła 6 klas, mam nadzieję, że to nie będzie kłopot dla pana. Czy mógłby pan się stawić dziś na drugą godzinę lekcyjną u mnie w gabinecie? Porozmawiamy wtedy o szczegółach.&lt;br /&gt;- Oczywiście.&lt;br /&gt;- Dobrze, cieszę się, że moge na pana liczyć. W takim razie do zobaczenia.&lt;br /&gt;- Dziękuje za informację, do zobaczenia - wybąkałem i po zakończeniu rozmowy, rzuciłem telefon na łożko.&lt;br /&gt;Pies i dwa koty, które do czasu telefonu od dyrektora, spały sobie smacznie zostały wybudzone ze swoich słodkich snów obserwowały mnie z zaciekawieniem. Odnosiłem wrażenie, że gdyby te zwierzaki mogły mówić, powiedziałyby mi coś w rodzaju "współczujemy Ci, Tomuś, oj, współczujemy". Jedyna klasa jaką miałem do tej pory doprowadzała mnie do skrajnego wkurwienia, a co dopiero siedem. Strach się bać, no ale co zrobić. Życie. Teraz nie pozostało mi nic innego jak tylko zrobić się na bóstwo, zjeść coś i lecieć do roboty. Następne kilka miesięcy zapowiadało się wybitnie przerąbanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Godziny teraz miewasz wolne&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I tamte szkolne czasy wspomnij dziś&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zmarnowane dni, zyskane szanse&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tygodnie w innym tempie mijają ci&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niż wtedy kiedy siedziałeś w ostatniej ławce..."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;2cztery7&lt;/span&gt; - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Zmarnowane Dni, Zyskane Szanse" &lt;/span&gt;   &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/902028850387316561-324654729936125234?l=nic-naprawde.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/324654729936125234/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=902028850387316561&amp;postID=324654729936125234' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/324654729936125234'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/324654729936125234'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/2009/03/one-fucking-week-prolog.html' title='one fucking week: prolog'/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561.post-7003666463986354082</id><published>2009-01-23T19:32:00.000+01:00</published><updated>2009-01-23T19:39:28.729+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>7 ścian.</title><content type='html'>ściana pierwsza:&lt;br /&gt;spotykam cię, gdy sen powie „dobranoc”,&lt;br /&gt;wyczekujesz każdego kroku, słowa i gestu&lt;br /&gt;niczym zbawienia. ja zniszczyć cię nie umiem.&lt;br /&gt;mogę wyrwać cegłę, lecz to za mało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ściana druga:&lt;br /&gt;jesteś pełna pęknięć, lecz mimo tego, trwasz dzielnie.&lt;br /&gt;czasem będziesz równorzędnym przeciwnikiem w walce,&lt;br /&gt;której nie chcę. mimo iż jestem z podobnej cegły zbudowany,&lt;br /&gt;nie zaznałem pęknięć. jeszcze będziemy walczyć&lt;br /&gt;po jednej stronie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ściana trzecia:&lt;br /&gt;masz twarz ukwieconą, lecz zdradliwą, zatrutą.&lt;br /&gt;chłonę cię ostrożnie, by się nie ukłuć, wiem, że&lt;br /&gt;tylko na to czekasz. wiem też, że gdzieś pod cierniami&lt;br /&gt;i bluszczem, znajdę jakieś kwiaty i dojrzałe owoce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ściana czwarta:&lt;br /&gt;na tobie plamy z krwi, które nigdy nie chcą zaschnąć&lt;br /&gt;i rany, które nie chcą się zabliźnić. z tobą zacząłem tę&lt;br /&gt;wędrówkę. chcę byśmy skończyli ją oboje, lecz odurzający&lt;br /&gt;smak krwi mi na to nie pozwoli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ściana piąta:&lt;br /&gt;chciałem być taki jak ty, ale to nie będzie mi dane. jesteś śliska&lt;br /&gt;niczym lód, ale przyjemna w dotyku. by wspiąć się na szczyt,&lt;br /&gt;potrzebuję słów zbyt mocnych i twarzy, która zapomniała czym&lt;br /&gt;jest uśmiech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ściana szósta:&lt;br /&gt;wiem kim jesteś. kolejną cegłą w monolicie, w którym nie ma&lt;br /&gt;miejsca dla mnie – zbudowanego z podobnego materiału.&lt;br /&gt;to gra tajemnic, w którą bawimy się, gdy zgasną światła.&lt;br /&gt;bo za dnia, płatasz mi figle, za którymi nie umiem nadążyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ściana siódma:&lt;br /&gt;widzę wszystko jak na dłoni, tak jak ty. jestem pewien, że&lt;br /&gt;jesteśmy tacy sami. krusi jak szkło, złączeni więzią&lt;br /&gt;kontrastów. nie zatrzymujmy się, bo sam jestem ciekaw, gdzie&lt;br /&gt;poniesie nas ten wiatr zmian.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;słowo komentarza:&lt;br /&gt;Coś się kończy, coś się zaczyna, chciałoby się rzec. Ciekawe tylko na jak długo starczy mi sił.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/902028850387316561-7003666463986354082?l=nic-naprawde.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/7003666463986354082/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=902028850387316561&amp;postID=7003666463986354082' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/7003666463986354082'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/7003666463986354082'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/2009/01/7-cian.html' title='7 ścian.'/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561.post-4834967001149974785</id><published>2009-01-18T22:31:00.000+01:00</published><updated>2009-01-18T23:22:46.507+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><title type='text'>the forever moments.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ta notka będzie krótka, bo po wczorajszej studniówce mam niewiele do powiedzenia. Nie dlatego, że było jakoś beznadziejnie, a wręcz przeciwnie. Mimo, że czasu mieliśmy mało, czuję się szczęśliwy. Te kilka chwil szczęścia próbowałem ubrać w słowa, jak tylko przekroczyłem próg domu. Nie dało się. Teraz stwierdzam, że to nawet i lepiej. Żadne słowo, wiersz, czy jakakolwiek inna próba zwerbalizowania uczuć i myśli, nie odda tego co naprawde siedzi we mnie w tej chwili. Zabawnym jest patrzeć w jakie skrajności pcha nas miłość. Od idealizacji po rezygnację od uwielbienia przez złość by z powrotem czuć się uskrzydlonym uczuciem, etc. Jeszcze niedawno, byłem już pogodzony z porażką, której studniówka miała być tylko potwierdzeniem, przypieczętowaniem. Jednak nie, okazało się, że w obojgu nas, coś jeszcze się tli. I bynajmniej nie jest to wątły płomyczek. Do rozbłyśnięcia tegoż pełnią mocy i ciepła, nie potrzeba było wielkich szaleństw, a tych wszystkich małych, z pozoru nic nie znaczących, rzeczy takich jak spojrzenie, dotyk dłoni czy zwyczajny, szczery uśmiech. Może jestem jakimś niewolnikiem chwili, ale ta była szczególna. Szczególna, bo dała do zrozumienia, że niektórych rzeczy nie da się tak łatwo usunąć, wyplenić z serca, choćby bardzo się chciało.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/902028850387316561-4834967001149974785?l=nic-naprawde.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/4834967001149974785/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=902028850387316561&amp;postID=4834967001149974785' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/4834967001149974785'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/4834967001149974785'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/2009/01/forever-moments.html' title='the forever moments.'/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561.post-3060654850391096847</id><published>2009-01-05T22:12:00.000+01:00</published><updated>2009-01-05T22:41:17.774+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poezja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>lovelines #01: dźwięk wspomnień. </title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CNook%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p style="text-align: justify; font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;Pamiętasz nas - te wieczne dzieciaki?&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-style: italic;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify; font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;Nasze ścieżki splotły się, &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-style: italic;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify; font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;gdy trzeba było obrać nowy szlak.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-style: italic;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify; color: rgb(255, 204, 204); font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=ce8HZ2keKwk"&gt;Pamiętasz gdy szeptałaś mi do ucha, &lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(255, 204, 204); font-style: italic;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify; color: rgb(255, 204, 204); font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=ce8HZ2keKwk"&gt;bym serca słuchał? &lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(255, 204, 204); font-style: italic;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify; color: rgb(255, 204, 204); font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=ce8HZ2keKwk"&gt;To droga bez powrotu, mówiłaś. &lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(255, 204, 204); font-style: italic;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify; color: rgb(255, 204, 204); font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=ce8HZ2keKwk"&gt;Nie chciałem słuchać.&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-style: italic;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify; color: rgb(0, 204, 204); font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=wqxDq6TrhrQ"&gt;Wtedy też przekonałaś się, że &lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(0, 204, 204); font-style: italic;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify; color: rgb(0, 204, 204); font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;&lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=wqxDq6TrhrQ"&gt;to Anioły dobroci upadają jako pierwsze.&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-style: italic;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link style="font-style: italic;" rel="File-List" href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CNook%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(51, 255, 51); font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=Q-Jg_CvHVaY"&gt;Ja potykam się ciągle, ale ciągle tu jestem. &lt;/a&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(51, 255, 51); font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=Q-Jg_CvHVaY"&gt;Niczym ślady stóp na piasku, tuż za Tobą.&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; font-style: italic;"&gt;&lt;a style="color: rgb(192, 192, 192);" href="http://pl.youtube.com/watch?v=p6xaIPszwpo"&gt;Nigdy nie chciałem dać kresu tej nadziei. &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(204, 102, 204); font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=dfFVfn_zsdo"&gt;Bo dalej śnić chcę ten wieczny sen,&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; font-style: italic;"&gt;&lt;a style="color: rgb(255, 0, 0);" href="http://pl.youtube.com/watch?v=36gACmWZFHg"&gt;tragedię dwojga&lt;/a&gt; – &lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=_GdDIq_63vo"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 153, 255);"&gt;Pięknej i Bestii&lt;/span&gt;.&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=ecAEiGjcna4"&gt;Bo nawet jeśli nie ocalisz mnie,&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=ecAEiGjcna4"&gt;a ja nie ocalę Ciebie,&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=RlDdbQVS_os"&gt;to Słońce, które wtedy wzeszło,&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=RlDdbQVS_os"&gt;już nigdy nie zajdzie.&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(255, 204, 204); font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=Q-Jg_CvHVaY"&gt;Bo brniemy w tym razem.&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(51, 102, 255); font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=ce8HZ2keKwk"&gt;Wierzę w nas.&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=ce8HZ2keKwk"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;Słówko komentarza:&lt;br /&gt;Bo czasem konkretne chwile czy wspomnienia noszą tytuły ulubionych piosenek.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/902028850387316561-3060654850391096847?l=nic-naprawde.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/3060654850391096847/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=902028850387316561&amp;postID=3060654850391096847' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/3060654850391096847'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/3060654850391096847'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/2009/01/lovelines-01-dwik-wspomnie.html' title='lovelines #01: dźwięk wspomnień. '/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561.post-4480260816878366338</id><published>2008-12-29T20:19:00.000+01:00</published><updated>2008-12-30T12:17:02.626+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wspomnienia'/><title type='text'>retrospekcje czyli rzut okiem na ostatni rok.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak na wstępie chciałem podziękować wszystkim za komentarze i rady odnośnie sytuacji opisanej w poprzednim wpisie. Chyba udało się wypracować jakiś kompromis i myślę, że idzie ku lepszemu :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz część wpisu właściwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Końcówka roku to taki czas, kiedy wszyscy robią podsumowania wszelkiego rodzaju itp.  Sam wyjątkiem nie jestem. Przy czym nie mam zamiaru babrać się w podsumowania miesięczne , tygodniowe (i inne tego typu) i zająć się tylko najważniejszymi rzeczami, które przydarzyły mi się w roku 2008 i rozmaitymi przemyśleniami z nimi związanymi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż w tym roku rozwalił mi się związek. Może to wygląda jakbym to wypowiedział jednym tchem,  splunął na chodnik i szedł dalej, ale tak nie jest. Ciężko mi o tym pisać, bo rozmaite przemyślenia jakie pojawiały mi się w głowie od wczesnej wiosny (którą moge uznać za początek końca), przybierały rózne formy i morfują ciągle, dlatego pozwolę sobie na mały strumień świadomości. Przede wszystkim żałuje, ze nie przetrwało to nawet roku. Z różnych powodów. Do siebie mogę mieć pretensje, że zbyt mało razy dawałem Jej znać, o tym co mnie boli w jej zachowaniu. Moge mieć też pretensje o to, że zbyt wiele razy dawałem się podchodzić różnego rodzaju prowokacjom czy "testom". No i to, że zbyt mało razy przeprowadzaliśmy szczere rozmowy ze sobą. Z perspektywy czasu nie umiem powiedzieć, czy zachowałbym się podobnie, ale pewnie tak. Jestem idealistą, który na codzień łazi z głową w chmurach i czasem po prostu nie umie z nich zejść. Nie znalazłem zbyt wielu podobnie myślących ludzi, do czasu gdy nie poznałem Jej. Może te ideały i marzenia, które zaczęliśmy wspólnie snuć w czerwcu 2007 rozmyły się w pewnym momencie, może zbyt daliśmy się ponieść rzeczywistości czy też złym emocjom, których nie potrafiliśmy ujarzmić w porę. Nie wiem. Zwyczajnie nie mam pojęcia. Dla mnie dzielenie życia z osobą, którą się kocha oznacza stabilizację (nie rutynę!) pewnego rodzaju. Ja za Ciebie, Ty za mnie. Ty czujesz się przy mnie bezpiecznie, a ja mam zawsze się gdzie schronić przed światem, gdy ten bywa zbyt przygniatający. I przede wszystkim to poczucie, że możesz absolutnie wszystko. Nie straszne jest ci nic, bo wiesz, że masz wsparcie tej osoby, której oddałeś to masz najdroższego w sobie - serce. W pierwszych trzech miesiącach tak faktycznie było. We wrześniu  2007 zaczęło coś pękać, ale nie na tyle by można było mówić o kryzysie, ale nie było dobrze.  Sam czułem się trochę zaniedbywany i traktowany jak ktoś, kim nie warto chwalić się przed światem, a uczucie to coś, o czym nie warto mówić w szerszym gronie. Ale przeżyłem to jakoś. Grudzień na powrót obudził w nas nadzieje na to, że może być tak wspaniale jak latem. Wspólny Sylwester był przeżyciem nie do zapomnienia, a cała masa zdarzeń "po" to juz w ogóle kosmos, który dzisiaj wywołuje w nas salwy niepohamowanego smiechu (prawda? :)).  Zima i początek wiosny to seria zdarzeń (zwłaszcza tzw. czarne piątki w stolicy Wielkopolski), która sprawiła, że zaczęlismy żyć jakoś obok siebie. Obok siebie, ale odczuwałem (ba, czuję nadal), że ten magnetyczny ogień, który ciągnął nas ku sobie, gdzieś panoszy się głęboko wewnątrz nas obojga i nie umie znaleźć sobie miejsca wewnątrz nas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyszło mi się na Niej (w pewnym sensie), zawieść, gdy przeżywałem swój pierwszy poważny sukces na polu artystycznym. Chodzi o studencką wystawę "Kontrasty", która odbyła się 19.3.2008 w jednym z konińskich klubów.  Celem wystawy było ukazanie zjawiska kontrastu w różnych sztukach: poezji, grafice, rysunku i muzyce (hey, that's me! :D). Zjawiło się dużo ludzi, trochę mediów (wywiady robili z nami, do you feel me? :D). Wszystko okej, gdyby nie to, że miast cieszyć się, tym, że odniosłem *jakiś* sukces, dostałem w twarz niemym pytaniem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"A czemu to nie ja?"&lt;/span&gt;  Wydało mi się to dziwne, bo przecież szczęście to chyba jedyna rzecz na tym świecie, która się mnoży, jeśli tylko się nią podzielisz. Okazało się, że nie w tym przypadku.  Pomijając te nieprzyjemności, wystawa okazała się strzałem w dziesiątkę. Tutaj chylę czoła nad współorganizatorami i ludziskami, którzy przyszli obejrzeć/poczytać/posłuchać to cośmy wypłodzili. Jeśli zapomniałem Wam podziękować, to pozwólcie że zrobię to teraz. Pjona!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrzesień (sorry za przeskok), był czasem gdy trzeba było się rozstać z uczelnią spod znaku Zielonego Rumaka :P Tzw. sesja ostateczna, gdzie niewielka grupa skazańców, w tym Ona i ja, broniliśmy swoje prace licencjackie.  Przyznam się, ze tyle chyba żaden okres nie zbliżył nas do siebie tak bardzo jak oczekiwanie na wyniki poprawek. Tylu nerwów/emocji/nieprzespanych nocy/zgrzytania zębami/rzucania o ścianę "kurwami",  "chujami" i "ojapierdolami" nie dotarczyła nam chyba żadna wcześniejsza sesja. To było coś. Zbliżenie jakieś takie i poczucie tego, że jesteśmy sobie potrzebni. Ale znowuż za krótko, za mało. Ugh.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrzesień był też czasem intensywnego szukania przeze mnie pracy. Powodem były studia, które musiałem kontynuować (a za które, trza było zapłacić). Po niepowodzeniach i ciągłych ciosach w plecy ze strony rodziców, myślałem, że już nie wytrzymam psychicznie, ale w końcu się udało.  Na studia też się dostałem, a właściwie dostaliśmy się. Ponieważ jesteśmy oboje na jednym roku, i, po małej batalii, również w jednej grupie ćwiczeniowej. Same studia są zupełnie niezłe. Jest kilka osób, z którymi sporo przeżyło się jeszcze na licencjacie w Zielonym Rumaku. Jest też jeden znajomy wykładowca ze starej uczelni z  którym mamy Abuse/Misuse/Use of English/niepotrzebne skreslić :P :) Celowo o tym wspominam, bo tekst &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"You again! Ahm..."&lt;/span&gt; jakim nasza grupka dostała po uszach podczas pierwszych zajęć ciagle robi na mnie niesamowite wrażenie ;D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesień i bezśnieżna zima póki co upływa leniwie, a ja w kwestii uczuć sam nie wiem co ze sobą zrobić, co mysleć. Minęło już tak dużo czasu, jest tak wiele ciągle żywych wspomnień.  Ale też z drugiej strony, myślę że lepiej patrzeć w przód. Mimo, że nadziei na szczęśliwe ułożenie się wszystkich spraw między nami jest we mnie coraz mniej. Oby do jakiegoś przełomu (nieważne, w którą stronę), doszło szybciej niż sami się tego spodziewamy. Póki co łączy nas przyjaźń i chęć muzykowania. A jak nasze relacje się potoczą, nie wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zbliżając się do końca tej kilometrowej notki, muszę wspomnieć o kilku osobach, które ten mijający rok uczyniły bardzo kolorowym (zwłaszcza jeśli chodzi o wspólne próby edukowania się w Zielonym Rumaku), a miejscami wręcz nieźle pojechanym :) . Asiek, Filip, Kama, Kamil, Daria, Emil i reszta ekipy. Major thanks to all of you people! Without you it wouldn't be the same! Cheers!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wszystkim czytającym tego bloga, chcę życzyć mnóstwo szczęścia i pomyślności w  Nowym Roku 2009. Oby wszelkie Wasze zamierzenia przyniosły oczekiwane rezultaty! Najlepsiejszego!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/902028850387316561-4480260816878366338?l=nic-naprawde.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/4480260816878366338/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=902028850387316561&amp;postID=4480260816878366338' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/4480260816878366338'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/4480260816878366338'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/2008/12/retrospekcje-czyli-rzut-okiem-na.html' title='retrospekcje czyli rzut okiem na ostatni rok.'/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561.post-2658808009148397660</id><published>2008-12-17T22:48:00.000+01:00</published><updated>2008-12-17T23:56:16.225+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>słuszność własnych zasad.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy to piszę, jest już dość późno. W zasadzie winnem już iść spać, ale muszę napisać tę notkę. Wyjątkowo dzisiaj zależy mi na komentarzach, więc jeśli przeczytaliście to co dziś napisałem i zakołatały Wam w głowach jakieś przemyślenia, proszę o, choćby anonimowy, ale zawsze komentarz. To dla mnie ważne, choć w zasadzie być ważne nie powinno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem przepotężnie zmęczony pracą. Tak jest prawie każdego dnia. Ostatnie dwa tygodnie wycisnęły ze mnie ostatnie soki i dlatego nie moge się doczekac dnia, aż w końcu pieprznę się do łóżka ze świadomością, że nie będe musiał wstawać po szóstej rano i widzieć kolegów/koleżanek z pracy jak również tych kilku wybranych młodocianych facjat, które tylko kombinują jak mi pracę umilić (to celowa ironia).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielokrotnie wkurwiało mnie podejście "szarych ludziów" do zawodu nauczyciela. Że to każdy głupi potrafi, że to jego/jej wina kiedy dziecku coś nie pójdzie, itp. itd. Po dzisiejszym dniu odnoszę wrażenie, że moi rodzice - prości robotnicy - myślą dokładnie to samo.  "Przedmiotem" kłotni była moja siostra. A właściwie jej złe oceny z angielskiego i moje podejście do kwestii tzw. wszelkiej pomocy. Otóż miałem czelność powiedzieć "nie". Pewnie w tej chwili pomyślicie, że mnie zdrowo popierdoliło, ale byłem w pełni świadom tego co mówie, jak również uzbrojony byłem w cały szereg argumentów przemawiających za słusznością mej decyzji.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja siostra jest w klasie maturalnej. Orłem nigdy nie była. Z niczego. Angielski nie stanowił wyjątku. Kiedy w rodzinie było wiadome że dostałem prace w jednej z najlepszych szkół w mieście, cieszyli się wszyscy. Siostra również. Z początku sądziłem, że bedzie to stanowiło jakiś bodzieć do nauki, coś w rodzaju motywacji. Ta radość skłaniała mnie do myślenia, że tak właśnie będzie. What a bullshit. Wielokrotnie czekałem na to, aż siostra przyjdzie do mnie, z prośbą by coś jej wytłumaczyć. No i doczekałem się. Jakieś 3 tygodnie przed próbna maturą i lista słowek do tłumaczenia i siostrzana śpiewka "Ej, przetłumacz mi to, bo muszę..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co, proszę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ej, bo mature mam i muszę..." Sorry, ale nie. Gdzie byłaś do tej pory? Jak trwoga to do Boga, co? Nie tym razem. Twoje jedynki z angielskiego i brak podstawowej wiedzy to nie jest mój problem. Bo jeśli Tobie nie zależy, to czemu ma zależeć mnie? Ja nie mam zamiaru zdawać za Ciebie matury. Wolałaś się opieprzać przez 4 lata - super. Ale nie do mnie z pretensjami o TWOJE oceny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście posypały się gromy od rodziców.&lt;br /&gt;Rodzice: Jesteś jej bratem i to Twój obowiązek jej pomóc.&lt;br /&gt;ODP: Nie. Nie będe nazywał pomocą odwalenia wszystkiego za nią tak jak było to przez całą edukacje w szkole podstawowej, gimnazjum i teraz w szkole średniej. Mogę naprowadzić, ale nie zrobić wszystko i podać na tacy.&lt;br /&gt;Rodzice: Ale obcym to pomagasz, a własnej siostrze nie chcesz pomóc.&lt;br /&gt;ODP: Bo widzę motywacje, szczere chęci do poprawiania, i to że im na tym wszystkim zależy. Jej nie. I nigdy nie zależało. Zawsze tylko "zrób, napisz, przetłumacz". Bez żadnego "dziękuje" ani nawet "pocałuj mnie w dupę..." Nigdy więcej. Zwłaszcza gdy moja praca przynosi "efekty" w postaci kolejnych jedynek.&lt;br /&gt;Rodzice:  Może byś tak przestał się unosić honorem nauczyciela. Pamiętaj, że nie jesteś w pracy.  Jesteś w domu i jej pomóż.&lt;br /&gt;ODP: Nie, jeśli będe widział podobne zachowanie. I nic mnie nie obchodzi, że jestem w domu. Nie mam zamiaru łamać własnych zasad. I to jest żaden honor. To WY tu popełniliście błąd, nie ja. Sam mogę tylko żałować, że częściowo przyczyniłem się do tej sytuacji i nie przejrzałem na oczy wcześniej. Nie będe tego robił tylko dlatego że nagli czas, niedługo próbna matura i że słabe oceny. 4 lata to był odpowiednio długi czas na naukę i przyswojenie sobie podstaw. I nie uwierze w żadne bzdury, że na lekcjach siostry klasa nie robi nic. Nie wiem, czy znajdzie się ktoś w tym fachu, kto nie traktowałby tej pracy odpowiednio poważnie. Zmiany nauczycieli mogły mieć wpływ na jakieś braki, ale jedna zmiana? Jako komentarz mogę powtórzyć tylko "WHAT A BULLSHIT".&lt;br /&gt;Rodzice: Jesteś wstrętny, dostawałeś wszystko pod nos kiedy tylko chciałeś, a teraz odpłacasz się takim chamstwem. Zawiedliśmy się na Tobie (z wyrzutem). Godzinkę mógłbyś jej poświęcić codziennie.&lt;br /&gt;ODP:  Ja nie mam zamiaru za nią ganiać. Czemu ona nie może pokazać, że jej zależy? Czemu? A co z moim własnym czasem. Pracuje w dwóch miejscach. Przyjde z jednego, zjem obiad, a potem znowu do drugiego. Dajcie mi się przygotować do pracy, lub najzwyczajniej w świecie odpocząć. Ja nie jestem maszynką. Kiedy przychodzę po 18ej do domu, chyba mam prawo czuć się zmęczony, prawda?&lt;br /&gt;Rodzice: Ale to Twoja siostra, obcym to robisz... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak wkoło Macieju. Można tkwić w tym błędnym kole aż do usranej śmierci. Nie będe wdawał się w żadne dyskusje ani z rodzicami, ani z siostrą. Zastanawiam się tylko, czy mam rodzine przeciwko sobie dlatego, że to RODZINA, czy też dlatego iż faktycznie postępuje źle. Jeśli coś Wam, czytelnikom coś świta w głowach po przeczytaniu tej kilometrowej notki, proszę o SZCZERY  (nawet anonimowy) komentarz.  Nie wiem na ile wyobrażenie czy obraz mojej osoby się zmienił po przeczytaniu tego wpisu, ale musiałem to napisać. Jeśli to wg Was zmiana na gorsze, bardzo mi przykro. Każdą opinie na swój temat przyjmę na twarz. Jeśli jest OK lub w Waszej ocenie jestem człowiekiem z jakimiś zasadami, fajnie. I teraz z czystej ciekawości zadaję pytanie Wam - czytelnikom. Czy postępuje dobrze czy źle?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/902028850387316561-2658808009148397660?l=nic-naprawde.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/2658808009148397660/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=902028850387316561&amp;postID=2658808009148397660' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/2658808009148397660'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/2658808009148397660'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/2008/12/suszno-wasnych-zasad.html' title='słuszność własnych zasad.'/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561.post-2342317909524171421</id><published>2008-12-13T19:06:00.000+01:00</published><updated>2008-12-13T19:45:58.915+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='osobiste'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='weltszmerc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nic naprawde'/><title type='text'>zapiski z wędrówek po północy.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"...po nocy pełnej wrażeń gdzieś u mnie w domu obudził mnie słoneczny dzień. Ona spała tuż obok. Wiem, że czas już wstać. Obudziłem ją całusem, a jej słodkie, mruczane "dzień dobry" łagodnie muskało moje uszy..."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"...dziś jest niesamowicie. Słońce praży, czasem zawieje słaby chłodny wiatr. Fantastyczny dzień na spacer po mieście. Może wybiorę się z nią na jakieś lody? A może... Już wiem! Księgarnia będzie doskonałym wyborem. Nawet nie musiałem nic mówić, ani o nic pytać. Te śmiejące się do mnie oczy, tylko utwierdzały w przekonaniu, że wybrałem dobrze..." &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"...dziś lekcja języka rosyjskiego była wyjątkowo nudna. Trzecie zajęcia z rzędu gramatyka. Jak lubiłem rosyjski, to dziś myślałem, że te zajęcia odbiją mi się czkawką. Nie miałem ochoty robić tych samych ćwiczeń n-ty raz. Wolałem zajać się tą słodyczą siedząca obok mnie, tuż przy oknie. Ona nie miała ochoty, choć jej oczy mówiły coś zupełnie innego. Opierała sie długo. Dla mnie czas nie miał znaczenia. Nawet nie wiedziałem, kiedy zajęcia zleciały i czemu zostaliśmy sami w tej ostatniej, przyokiennej ławce pracowni językowej. Wiedziałem za to, czemu chcieliśmy tu zostać. Mimo śmiechów i gwizdów za oknem..."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tęsknie. A niech to...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;OST:&lt;br /&gt;Kasia Kowalska - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Antepenultimate&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiam "smęty" tej kobiety. Nowa płyta to chyba najlepszy soundtrack dla tych kilku, wyrwanych z kontekstu scenek z mojej podświadomości. Polecam gorąco. Nie tylko na samotne , zimne wieczory.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/902028850387316561-2342317909524171421?l=nic-naprawde.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/2342317909524171421/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=902028850387316561&amp;postID=2342317909524171421' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/2342317909524171421'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/2342317909524171421'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/2008/12/zapiski-z-wdrwek-po-pnocy.html' title='zapiski z wędrówek po północy.'/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561.post-560070408889220206</id><published>2008-11-30T16:09:00.000+01:00</published><updated>2008-12-13T19:06:45.752+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='praca'/><title type='text'>przemyślenia po godzinach: vol. 1.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No i minął mi pierwszy tydzień nauczycielowania pełna parą. Robota niewdzięczna, niezbyt dobrze płatna i w ogóle ble. Dostając tę robotę miesiąc temu, dostałem tylko jedną klasę, ale za to z duzą ilością godzin j.angielskiego, bo aż 5 tygodniowo.  Jedna klasa, ale ile zmartwień? 2L, bo o niej mowa, jest klasą o profilu geograficzno-turystycznym.  No i za grosz talentu do angielskiego. Za to talent to do wykorzystywania każdego  momentu mojej nieuwagi.  Te zajęcia przypominają bardziej użeranie się, aniżeli faktyczne zajęcia, ale mimo wszystko lubie te dzieciaki (mimo, że mentalnie są ciągle w gimnazjum). To pierwsza klasa jaką dostałem i jakiś sentyment zawsze będzie. Czasem tylko zastanawiam się, czy faktycznie uda mi się zmotywować ich na tyle, by ten angol nie był luzackim przerywnikiem między fizyka czy inszą geografią. Przemawia przeze mnie idealizm, ale nic na to nie poradzę. Mam nadzieje, ze z czasem dojdę do wprawy ze wszystkim. Hopefully.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Praca z jedną klasą byłaby zbyt dużą sielanką. W poniedziałek rano obudził mnie telefon od dyrektora, który oznajmił, że jedna z anglistek naszego LO wylądowała w szpitalu i że właśnie na moich barkach spoczywa odpowiedzialność za klasy, które zostawiła.  Z jednej strony to fajnie, bo szybciej przyzwyczaje sie do pracy na pełnych obrotach, a z drugiej niefajnie, bo to ponad 100 nowych twarzy/nazwisk do zapamiętania. No i te obawy, z kim przyjdzie mi pracować. Czy te dzieciaki będą równie "urocze" co 2L?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak, i nie, jak sie okazało. Klasy, które dostałem, są najrózniejsze. Takie, które chcą się uczyć (mimo ewidentnych braków). Takie, które dostały świra, bo przyszedł nowy-młody nauczyciel. Takie, które są zdolne, ale leniwe i do których trzeba dotrzeć, zainteresować się nimi. Są też takie zupełnie pomiędzy z mieszanką osobowości, temperamentów, chęci i możliwości. Na każdą inna twarz, inna strategia. Oczywiście, wszystko nie układa się kolorowo. Życie i tak wszystko weryfikuje. Ale nie załamuje się. Zależy mi by nie stracić tego idealizmu i młodości ducha, której nie mają już moi wszyscy koledzy po fachu (a przynajmniej Ci, których zdążyłem poznać przez ten miesiąc pracy w LO). Jedyne na co mogę narzekać to chroniczny brak czasu. Zarówno na lekcji i w domu po pracy.  Bywa też, że lekcje bywają śmiertelnie nudne. Lub zwyczajnie nie do wytrzymania. Ale w takich sytuacjach na szczęście wspierają nieocenieni Przyjaciele (J.Z. - here's to you :)).  Wasze zdrowie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posta sponsorowały literki: O, G i K. (L wyjątkowo pominę) oraz piosenki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natalia Lesz - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fall&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ta dziewczyna o wiecznie wściekłym spojrzeniu ma raczej mizerne warunki głosowe, ale za to fajnych producentów, dzięki którym można poczuć klimat zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia. Bardzo radio-friendly lovesong.&lt;br /&gt;Frontside - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Uciec Przeznaczeniu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Klimat zmieniamy. Tym razem kawałek bardzo radio-hostile :P Metalcore'u nigdy nie lubiłem, ale do naszych rodzimych rzeźników zawsze miałem słabość. Miło słucha się wściekłych metalowych napierdalaczy, których dopadają wszelakie bóle egzystowania. Zresztą polecam cały album &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Teoria Konspiracji"&lt;/span&gt;. Genialne wyważenie metalowej miazgi i melodyjności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/902028850387316561-560070408889220206?l=nic-naprawde.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/560070408889220206/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=902028850387316561&amp;postID=560070408889220206' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/560070408889220206'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/560070408889220206'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/2008/11/po-godzinach-vol-1.html' title='przemyślenia po godzinach: vol. 1.'/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-902028850387316561.post-3513967624067606769</id><published>2008-11-24T18:26:00.000+01:00</published><updated>2008-11-24T23:30:14.891+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='weltszmerc'/><title type='text'>hello.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"...w głowach ludzie, których nie znam, ale im się uda poznać mnie z pewnością..."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacząłem cytatem z całkiem przyjemnej piosenki autorstwa rapera Emila Blefa pt. "Nie wystarczy wejśc do studia". Fajny na wstęp i odsłaniający nieco moje zamiary względem tego bloga i jego czytelników. Jeśli ktoś czytał nieistniejące już nocturnal-kingdom, ten wie czego się spodziewać. Przyznam się, że w pewnym momencie zaczeło mi brakować wylewania różnorakich emocji na klawiature. Tak, na klawiature. Pomimo, tego że uważam się za romantyka, to jednak ta przeklęta technologia miała na mnie tak wielki wpływ, że jeśli pamiętnikować, tudzież blogować, to tylko w sieci. W sieci, do której dostęp w obecnych czasach ma prawie każdy. Ten blog jednak dla każdego nie jest. Jak wspomniałem wcześniej, emocje, które kumulują się we mnie od czasu do czasu, jednak potrzebują wypełznąć na wierzch.  A jeśli ktoś ma to czytać, to tylko naprawde bliscy przyjaciele i znajomi. Na komentarzach mi nie zależy, to bardziej ma służyć jako remedium w chwilach trudnych i złapanie wszystkich najlepszych momentów w jednym miejscu. Ci, którzy mnie znają, wiedzą że weltszmerce wszelakie dopadają mnie w najmniej odpowiednich momentach, ale wiedzą też że mam do nich odpowiedni dystans. Dlatego też, chciałbym sobie życzyć, by pojawiało się tu jak najwięcej pogodnych i wesołych wpisów. Narzekaniom i weltszmercom mówię twarde, zdecydowane "raczej NIE" (czasem tylko cieżko im się oprzeć, dammit). Jak widzicie, jest tu trochę pustawo, ale myślę zmienić to z czasem. I w zasadzie temu ostatniemu chciałem poświęcić conieco w tej notce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok temu zapukało do mnie dorosłe życie (mimo, ze na karku 23 lata z hakiem). Mam pracę (a właściwie 2), studiuję zaocznie i coraz mniej spędzam na realizowaniu się w ramach swoich hobby. Żyje mi się ciężko, bo cieżko jest się przestawić. Do tej pory żyło się troche z dnia na dzień, mając gdzieś to co przyniesie następny wschód słońca. Tak beztrosko trochę. Coś wydaje mi się, ze tzw. time management będzie trzeba zmienić, bo jeśli mam dostać zadyszki, to.... Tak, to jest dobry pomysł. Zarabiam pieniądze, zrobiłem pierwszy krok na długiej ścieżce od uniezależnienia się od staruszków. Część z tego leci na studia. Na własne potrzeby zostaje mi niewiele. W takiej chwili chce się zakrzyknąć "Tak, będe realizował marzenia!". Ale póki co, sądze że bede musiał poczekać nim faktycznie będe zdolny te marzenia spełniać. I mieć przy sobie kogoś, dla kogo te marzenia będą czymś równie wartosciowym co dla mnie. To będzie dobry czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;posta sponsorowały piosenki:&lt;br /&gt;Emil Blef feat. Ten Typ Mes - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie Wystarczy Wejść Do Studia&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Bardzo relaksujący, i co najważniejsze, inteligentny rap z naszego rodzimego poletka. Polecam każdemu lubiącemu ciekawe teksty. Również tym święcie przeświadczonym, że polski rap to buractwo z bloków.&lt;br /&gt;Velcra - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;My Law&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Gdyby skrzyżować Linkin Park, Guano Apes i Rammstein i wrzucić ich na środek fińskiego jeziora, pewnie wyszłaby Velcra. Piosenka to kawałek dynamicznego czadu z fajnym tekstem ("&lt;span style="font-style: italic;"&gt;It takes a courage to follow your heart, but as far as I'm concerned, it's free of charge..."&lt;/span&gt;). Również gorąco polecam.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/902028850387316561-3513967624067606769?l=nic-naprawde.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/feeds/3513967624067606769/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=902028850387316561&amp;postID=3513967624067606769' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/3513967624067606769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/902028850387316561/posts/default/3513967624067606769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nic-naprawde.blogspot.com/2008/11/hello.html' title='hello.'/><author><name>Nook</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16876680261355435104</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_vIx-MmIty2M/TLMpNNG57yI/AAAAAAAAABc/Q8r6RUz50Cs/S220/1775433764b265ed3ddb3c.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry></feed>
